Poznański Kongres Brydżowy

Wielu z nas nerwowo wyczekuje weekendów, a szczególnie tych czerwcowych. Słońce świeci, można grillować, spacerować, jechać nad jezioro. Dlatego też, gdy budzimy się w piątek i widzimy chmury, a na ulicach kałuże nie jesteśmy zachwyceni. Akurat w pierwszy weekend czerwca, gdy zobaczyłem taką nieprzyjazną pogodę za oknami… ucieszyłem się! Co to za przyjemność grać w brydża, gdy na dworze upał, koledzy ganiają za piłką, piją piwo, a ja siedzę przy stole w gorącej sali. Na szczęście pogoda była prawdziwie brydżowa i aż chciało się grać. A było o co grać – na terenie targów poznańskich odbył się coroczny Poznański Kongres Brydżowy.

Moim partnerem miał być ponownie tata, ale okazało się, że ma obowiązki służbowe, więc na ostatnią chwilę musiałem sobie znaleźć partnera. Poszukiwania były dość owocne, gdyż na piątkowe i sobotnie turnieje umówiłem się z aktualnym Mistrzem Europy Mikołajem Taczewskim, a w niedzielę miałem zagrać ze znakomitym zawodnikiem Tadeuszem Kaczanowskim.

W pierwszym turnieju szansę na podium zaprzepaściłem już w drugim rozdaniu, doszliśmy z partnerem do dość ostrego szlemika, w którym trzeba było trochę potrafiać. Dobrze mi szło, aż do 4-kartowej końcówki, w której mogłem albo zagrać prostolinijnie albo finezyjnie. Stwierdziłem, że w takich momentach trzeba grać pięknie, żeby było co potem opisywać, ale tak się podnieciłem tym pięknym zagraniem, że zapomniałem o technicznych aspektach tego rozegrania – przegrałem bez jednej. Oczywiście prosta rozgrywka prowadziła do sukcesu, ta bardziej widowiskowa też, tylko trzeba było to zagranie trochę dłużej przemyśleć. Potem idzie już trochę lepiej i ostatecznie zajmujemy piąte miejsce.

Drugi turniej zaczynamy na parę z mojej drużyny, z którą niedawno cieszyliśmy się z awansu do ekstraklasy. Pokazujemy chłopakom miejsce w szeregu i od razu wskakujemy na pierwsze miejsce. Co ciekawe, najczęściej w turnieju wyniki są podawane, co 10 rozdań, ale w Poznaniu można było śledzić rezultat tuż po zakończeniu rozdania. W tym też turnieju przeciwnikami zawsze była para, z którą się walczy o bezpośrednie miejsce. Stąd jeżeli się w turnieju prowadzi ,to się gra cały czas na parę, która aktualnie zajmuje drugą lokatę. Cały turniej graliśmy na parę, która zajmuje drugie miejsce :). W ostatniej jednak rundzie graliśmy na parę o dość znajomo brzmiących nazwiskach: Jassem-Jassem. Co więcej przewaga nad trzecim miejscem była tak duża, iż było pewne, że jakiś Jassem turniej wygra i będzie trzech Jassemów na pierwszych dwóch miejscach. Dość sprawnie jednak z Mikołajem ograliśmy tatę i brata i mogliśmy się cieszyć ze zwycięstwa.

Przy okazji takich kongresów, gdzie rozgrywanych jest kilka turniejów prowadzona jest klasyfikacja długofalowa. W tym zestawieniu liczą się wszystkie zawody kongresu i dla najlepszych zawodników są dodatkowe nagrody. Po dwóch turniejach zacząłem prowadzić w tej klasyfikacji. Sobotnie turnieje to dwie dość wysokie pozycje, ale nie na tyle wysokie, by utrzymać prowadzenie w turnieju. W porannym mogłem się spisać lepiej, gdy byłem tak przekonany, że partner ma króla w pikach na swoje otwarcie pikami, że aż się o niego nie spytałem i w konsekwencji przegrałem szlema. Gdyby nie to rozdanie bylibyśmy pewnie na podium.

W ostatnim turnieju szczęście się wyrównało. Mimo niezłej gry wynik cały czas był dość słaby i wyglądało, że z dobrym miejscem w „długiej fali” mogę się pożegnać. Mieliśmy jednak znakomity finisz, dzięki któremu udało nam się przesunąć o kilkadziesiąt miejsc w górę, a mi utrzymać trzecie miejsce. Wyprzedziłem o 1 punkt reprezentantów Szwecji, którzy znaleźli się w Poznaniu, aby rozegrać mecz towarzyski na reprezentację Polski. Biorąc pod uwagę pogodę i dobry występ muszę przyznać, że był to bardzo udany weekend!